Arabska namiętność

Po przylocie do Dubaju obowiązkowo musiałam ubiegać się o wizę rezydencką. Usiadłam obok czarnej kobiety ubranej w czarną, luźną abaję i czarny hijab, zakrywający jej włosy. Patrzyłam na plamę czerni, gdy poraziło mnie spojrzenie jej niebieskich oczu. Całą tęczówkę zasłaniała turkusowa, elektryzująca soczewka.

– Do you wear lensens? – Jej pytanie wytrąciło mnie z zamyślenia, a wydało mi się na tyle irracjonalne, że na początku go nie zrozumiałam. Czy noszę soczewki? Kobieta, która właśnie na mnie patrzyła, z odległości nie większej niż metr, z pewnością była w stanie ocenić czy kolor moich zielonych oczu jest naturalny, czy przyodziany w sztuczną soczewkę. Przecząco pokręciłam głową, a ona chwyciła moją dłoń, aby odbić moje odciski palców.

Gdy wróciłam do mieszkania, które zostało mi wyznaczone poznałam moje współlokatorki; Chloe pochodzącą z Australii i Samirę z Maroka. Gdy zapytały się jak mi minął dzień opowiedziałam im o niecodziennym dla mnie widoku czarnej kobiety noszącej niebieskie soczewki.

– My kochamy jasne oczy! Każda arabska kobieta ma w swojej szafie ukryte soczewki – powiedziała Samira, pokazując mi pełen folder jej zdjęć z niebieskimi oczami. – Twoje oczy są dla nas piękne. Każda z nas o nich marzy.

– Gdyby mogły, wyciągnęłyby je z ciebie siłą – odparła Chloe. – Spędziłam w Arabii Saudyjskiej pięć lat i fakt, że jako Australijka mam brązowe oczy, był dla mnie zbawienny.

– Dlaczego? – zapytałam.

– W Arabii Saudyjskiej obowiązkiem jest zasłanianie swojego ciała abają. Ja dodatkowo zakładałam na włosy hijab i często przechodnie postrzegali mnie jako arabkę. Nie musiałam więc zmagać się z ciekawskimi spojrzeniami, które z reguły otaczają białą kobietę w arabskim świecie – zaśmiała się.

Mnie jednak bardziej niż kolor oczu, zainteresowało to, że młodziutka Chloe spędziła w Arabii Saudyjskiej pięć lat. Tym bardziej, że do niedawna ten kraj był zamknięty dla turystów, a jego granicę można było przekroczyć jedynie na specjalne zaproszenie.

Rozpoczęłyśmy przygotowania do Iftaru, czyli kolacji po zachodzie słońca, jako że muzułmanie przez cały okres Ramadanu nie jedzą od świtu do zmierzchu. Zbliżał się wieczór, więc przebrałam się w swobodną koszulkę i legginsy. Zmyłam makijaż i wróciłam do kuchni, żeby pomóc Samirze i Chloe w przygotowaniach. Pozostałam sama przez kolejne trzydzieści minut i w tym czasie zdążyłam przygotować na szybko makaron z pesto.

– Co to jest? – usłyszałam zdziwiony głos Samiry za swoimi plecami.

– Makaron z pesto.

 – Habibti, to wygląda okropnie. Pamiętaj, że my jemy również oczami. – zaśmiałam się na jej słowa. Odwróciłam się, a przede mną ukazało się ulepszone wydanie Samiry. Ubrana w cieniutki, zwiewny szlafrok, krótki top opinający jej ciało i kuse spodenki, które równie dobrze mogłyby posłużyć za majtki. Z początku było to dla mnie niezrozumiałe. Europejskie kobiety najchętniej chodziłyby po domu cały dzień w piżamie, dlatego dziwiło mnie to, że Samira zawsze stara się wyglądać olśniewająco. Dopiero później zrozumiałam, że w muzułmańskim świecie, kobieta zakrywa na co dzień swoje ciało abają, dlatego podczas jedynej okazji, gdy przebywa w domu, stara się wyglądać pięknie. Dla siebie i swojego męża, bo to w nim ma wzbudzać pożądanie.

Podczas Ramadanu ma to dodatkową zaletę – od świtu do zmierzchu, mąż nie może tknąć swej żony, co rozpala w nich dodatkowy ogień.

CHLOE           

Gdy zdecydowałam się na wyjazd do Arabii Saudyjskiej, cała rodzina przestrzegała mnie przed panującymi tam zasadami. Jeszcze kilka lat temu kobieta nie mogła tam prowadzić samochodu, a do teraz sprzedaż i posiadanie alkoholu jest tam całkowicie zakazana. Zakazana jest też sprzedaż wieprzowiny, a za krytykowanie poglądów religijnych grozi kara śmierci, poprzez ścięcie głowy. Benzyna jest tam tańsza od wody, a mimo to, do niedawna komunikacja miejska tam nie funkcjonowała.

Początkowo, byłam przekonana, że Allah to imię islamskiego Boga. Dopiero później, mężczyzna, którego poznałam wyjaśnił mi, że słowo ,,Allah” znaczy ,,Bóg”. Bałam się arabskich mężczyzn. Wszystko było w nich inne. Byli obrzezani, bardziej owłosieni, zaborczy, nieprzewidywalni.

Amir od samego początku mnie przerażał, mimo że poznaliśmy się w okolicznościach, w których powinnam traktować go jako swojego wybawcę. Zgubiłam wszystkie dokumenty i klucze do mieszkania, a on pomógł mi dostać się do niego bez okazywania ID. Na pożegnanie nie podał mi ręki, nie wykonał żadnego gestu poza skinieniem głowy.

Kilka dni później spotkałam go pod swoim domem. Do dziś nie wiem czy znalazł się tam przypadkiem, czy celowo czekał na mnie, abyśmy w końcu mogli się spotkać. Dużo spacerowaliśmy. Pomimo, że nie byłam muzułmanką, prosił mnie żeby zakrywała przy nim twarz, aby nikt nie mógł na mnie patrzeć; abym nie przyciągała  niczyjej uwagi. O dziwo, podobało mi się to. Wiedziałam, że zależy mu na tym, aby to on był jedynym, który może mi się przyglądać. Dużo rozmawialiśmy; opowiadał mi o swojej rodzinie i o zasadach panujących w Arabii Saudyjskiej. Wiedza, którą mi przedstawiał była dla mnie całkowicie nowa i zaskakująca, mimo że wcześniej czytałam sporo o islamie, aby przygotować się na wyjazd do Saudi.

Któregoś dnia chwycił moją dłoń i przyciągnął ją do swoich ust. Początkowo jej nie całował. Wdychał jej zapach. Dopiero później złożył na niej pocałunek, który sprawił, że ugięły się pode mną kolana. Z czasem, gdy mnie przytulał, czułam jak napawa się zapachem mojej skóry, mojego oddechu. Wszystko chłonął jakbym była swojego rodzaju niezbadanym okazem. Chciał znać zapach i smak, każdej części mojego ciała. Długo czekałam na moment, w którym w końcu przyciągnie mnie do siebie, obejmie i złoży na moich ustach spragniony pocałunek. Gdy w końcu się na to zdobył, odczułam między nami napięcie. Chciałam więcej.

Tego samego dnia wspomniałam mu o tym, że wróciłam dopiero z wizyty u lekarza, obruszył się na te słowa.

– Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym? Zawiózł bym cię.

– Spokojnie, pojechałam taksówką.

– Następnym razem to ja ciebie zawiozę – oznajmił tak stanowczo, że nie śmiałabym się sprzeciwić.

Od tego dnia pomagał mi we wszystkim, nawet gdy o to nie prosiłam. Z początku nie rozumiałam tego przypływu dobroci z jego strony, jednak po czasie dotarło do mnie, że w kulturze muzułmańskiej to normalne.

– Sprawiasz, że w końcu czuję, że żyję – powiedział pewnego dnia, a na te słowa jakby zabrakło mi powietrza.

Chwycił mnie w ramiona i ułożył na pościeli jak najcenniejszą zdobycz. Długo czekałam na ten moment i nie byłam pewna, czy ośmieli się na ten krok, jako że współżycie przedmałżeńskie w Arabii Saudyjskiej jest prawnie zakazane i grozi karą śmierci. Rozbierał mnie pełen pożądania, wciąż mi się przyglądając. Każdy jego ruch był pełen pasji. Napawał się widokiem i zapachem moich dłoni, piersi, włosów. Lizał moje stopy, mocno zaciskał dłonie na moich udach. Każda poszczególna część mojego ciała była dla niego wyjątkowa. Miałam wrażenie, jakby każdą z nich traktował jako swojego rodzaju trofeum. Sprawił, że czułam się piękna i pożądana jak nigdy wcześniej. W jego silnych ramionach stawałam się malutka i zarazem śmiała. Jego miłość nie była jak płomień, ale jak szalejący ogień. Napawał się widokiem jak dochodzę. Raz za razem. Myślałam, że oszaleję. To było uzależniające.

Potem zazwyczaj od razu szedł pod prysznic i modlił się, zostawiając mnie samą.

Któregoś dnia powiedziałam:

– Najpierw się ze mną kochasz, a potem idziesz się modlić? – uśmiechnął się na te słowa. Spojrzał mi głęboko w oczy i odparł:

– Czynienie złych rzeczy nie wyklucza czynienia dobrych.

Like and Share

14 thoughts on “Arabska namiętność

  1. Lina Reply

    Your means of explaining the whole thing in this post is actually fastidious, all can without
    difficulty know it, Thanks a lot.

    my page betflix

  2. Beata Reply

    Super….czekam na dalszy ciąg. Przesyłam serdeczne pozdrowienia.Beata

  3. CHLOE Reply

    Piękne opowiadanie, masz talent i sprawdzam Twoja stronę co któryś dzień. Dodawaj więcej wpisów

  4. BEATA Reply

    Arabska namiętność to przede wszystkim wielkie poświęcenie miłości i chęci do życia. Czasami smutna, czasami wzruszająca, zawsze jednak ciekawa….. Jeśli nasze sumienie się odzywa, trzeba go słuchać. Może są ludzie, którzy go nie słyszą, ale to nie znaczy, że go nie mają. Często boimy się je usłyszeć, bo wtedy albo musimy zreformować swoje życie, albo spędzić jego resztę na zagłuszaniu sumienia, czyli na autodestrukcji. Jeśli zdamy sobie jednak sprawę, że nasze szczęście nie zależy od okoliczności zewnętrznych, to nie będziemy więcej nadwyrężać sumienia. Szczęście razem (jak też osobno) staje się możliwe dopiero, gdy nauczymy się kochać. Trafnie i ładnie opowiada o tym film „Wielkie piękno”. Bohater żyje w estetycznie wysmakowanym otoczeniu, w pięknym miejscu, ale nie jest w stanie tego dostrzec, bo ma zatrzaśnięte serce. Prawdopodobnie kiedyś przestał słuchać swego sumienia i gdyby otworzył się na piękno świata i życia oraz na szczęście, jakie może ono nieść, to musiałby też otworzyć się na wszystko, co wcześniej zamiótł pod dywan, wyparł i czemu zaprzeczył. Jeśli się na to nie zdecyduje, to miłość, szczęście i piękno pozostaną dla niego niedostępne. Zamykając serce,

  5. Beata Reply

    Arabska namiętność to przede wszystkim wielkie poświęcenie miłości i chęci do życia. Czasami smutna, czasami wzruszająca, zawsze jednak ciekawa….. Jeśli nasze sumienie się odzywa, trzeba go słuchać. Może są ludzie, którzy go nie słyszą, ale to nie znaczy, że go nie mają. Często boimy się je usłyszeć, bo wtedy albo musimy zreformować swoje życie, albo spędzić jego resztę na zagłuszaniu sumienia, czyli na autodestrukcji. Jeśli zdamy sobie jednak sprawę, że nasze szczęście nie zależy od okoliczności zewnętrznych, to nie będziemy więcej nadwyrężać sumienia. Szczęście razem (jak też osobno) staje się możliwe dopiero, gdy nauczymy się kochać. Trafnie i ładnie opowiada o tym film „Wielkie piękno”. Bohater żyje w estetycznie wysmakowanym otoczeniu, w pięknym miejscu, ale nie jest w stanie tego dostrzec, bo ma zatrzaśnięte serce. Prawdopodobnie kiedyś przestał słuchać swego sumienia i gdyby otworzył się na piękno świata i życia oraz na szczęście, jakie może ono nieść, to musiałby też otworzyć się na wszystko, co wcześniej zamiótł pod dywan, wyparł i czemu zaprzeczył. Jeśli się na to nie zdecyduje, to miłość, szczęście i piękno pozostaną dla niego niedostępne. Zamykając serce, tracimy bezcenną wrażliwość, empatię i zdolność do zachwytu, bez których nie sposób budować trwałych związków z innymi ludźmi ani być szczęśliwym samotnie.

  6. Jerry Reply

    A gdzie w tym wszystkim traktowanie przez muzełmanów gorzej niż psów i odbieranie im wszelkich praw??

    • lukrify Post authorReply

      Chętnie też dodam o tym wpis, jednak chciałabym zaznaczyć, że powieści Laili Shakuri nie są oparte na faktach, a znaczna część informacji pochodzi właśnie z tego źródła. My Polacy, jako kraj głównie katolicki też potrafimy traktować drugiego człowieka w podły i niehumanitarny sposób.

Leave a Reply

Your email address will not be published.